Nie mogę się uwolnić od tej piosenki:
Najprawdopodobniej dlatego, że melodia i ekspresja Satoshiego (wokalisty) doskonale współgra z moim obecnym (od jakiegoś już czasu) nastrojem. A i samo przesłanie (chociaż strasznie denerwują mnie błędy w tłumaczeniu) też wgniata. Szklanka jest w połowie pełna czy w połowie pusta? Rodzimy się, by żyć, czy rodzimy się, by umrzeć? Zadawanie sobie tego typu pytań jest bez sensu i może doprowadzić do szaleństwa każdego człowieka. Tylko po co? Szklanka nie jest pełna w połowie, jest pełna całkowicie: pięćdziesiąt procent wody, pięćdziesiąt powietrza. Rodzimy się by żyć, a potem umrzeć. Właściwszym byłoby więc pytanie, co zrobić z tym swoim życiem i jak tego dokonać?
Jak przystało na zdołowanego egoistę skupionego na sobie i swoich problemach, także tych wyimaginowanych, odnoszę wszystko za bardzo do siebie. Przewrażliwiona? Kto, ja? Wiem, że tekst tego utworu tyczy się bardziej ogólnych spraw, ale początek jak najbardziej odzwierciedla myśli, którymi się ostatnio truję, a na które nie umiem nic poradzić. Jedni ludzie blakną przez innych ludzi – wydaje mi się być teraz dużo bardziej prawdziwe, niż kiedykolwiek. Choć myślę, że należałoby to uzupełnić jeszcze o: oraz przez siebie samych i swoje lęki.
Jak przystało na zdołowanego egoistę skupionego na sobie i swoich problemach, także tych wyimaginowanych, odnoszę wszystko za bardzo do siebie. Przewrażliwiona? Kto, ja? Wiem, że tekst tego utworu tyczy się bardziej ogólnych spraw, ale początek jak najbardziej odzwierciedla myśli, którymi się ostatnio truję, a na które nie umiem nic poradzić. Jedni ludzie blakną przez innych ludzi – wydaje mi się być teraz dużo bardziej prawdziwe, niż kiedykolwiek. Choć myślę, że należałoby to uzupełnić jeszcze o: oraz przez siebie samych i swoje lęki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz