„Piekło to inni”. (Sartre)
Jako niezbyt zdrowa enneagramiczna siódemka, albo po prostu siódemka z lekkim antyspołecznym odchyłem w postaci socjofobii, zgodziłabym się z tym twierdzeniem w niemal każdych warunkach. Ale nie dziś. Dziś siedzę w swoich czterech ścianach, zamiast ze znajomymi w barze. Cały frustrujący dzień w domu, zamiast jechać przywiezionym wczoraj rowerem na zajęcia. Tyle kłopotu z tym przecież było! I mi to w ogóle nie przeszkadzało. Jeszcze wczoraj miałam tyle nadziei, energii i planów! Dzisiaj – zwrot o sto osiemdziesiąt stopni.
Siedzę, słucham muzyki i powstrzymuję łzy, bo z jakiegoś powodu ogarnia mnie panika. A zamiast Sartre'a, lepiej mi dziś cytować starego, dobrego Ryśka, za którym nigdy specjalnie nie przepadałam, a który za to w pełni wyczerpuje temat:
„Samotność to taka straszna trwoga,
Ogarnia mnie, przenika mnie” .
Ogarnia mnie, przenika mnie” .
Samotność w tłumie. Zdawałoby się, że dookoła mnie jest tylu ludzi, znajomych i przyjaciół, ale tak naprawdę, to ciągle jestem tu sama. Jak The Loneliest Whale in the world.
Czasem zdarza się tak, że mogłabym przepisać cudzy post do siebie, bo po prostu tak strasznie pasuje.
OdpowiedzUsuńTen post byłby idealny jakiś rok temu, może nawet pół roku, kiedy to czułam się tak jak Ty teraz. Wydawało mi się, że wokół mnie nie ma nikogo. Było kilku znajomych, ale jakoś nie umiałam docenić ich możliwości. Byli ze mną na tyle ile mogli, a moja samotność polegała na tym, że ciągle było mi mało. Wszystko było tylko w mojej głowie.
Zmiana nastawienia, człowiek, który pojawia się i prostuje nasze myślenie oraz MUZYKA (w moim przypadku rap)^ bardzo pomagają. Dziś jest zupełnie inaczej. Dzisiaj cieszę się z każdego kontaktu z owymi znajomymi, bo wiem, że skoro do tej pory są obok, to znaczy, że po prostu tego chcą :)
Trzeba się na ludzi otworzyć i docenić ich obecność.:)
Ja ich doceniam, tylko nie umiem do nich dotrzeć. Bo niby jak miałabym, skoro siebie samej nie umiem zrozumieć? Wiem, że to minie, już np. dzisiaj jest lepiej, niż w momencie pisania tego posta, ale skoro byłaś w takiej lub podobnej sytuacji, to pewnie sama najlepiej wiesz, jak to jest z takimi skokami nastrojów. ;)
UsuńZresztą, piszesz: "Byli ze mną na tyle ile mogli, a moja samotność polegała na tym, że ciągle było mi mało." U mnie to wygląda troszkę inaczej. "Moi ludzie", że się tak wyrażę, ciągle wyciągają do mnie rękę, ale to ja ją odtrącam z jakichś absurdalnych powodów, których pojąć nie mogę. Wiem, że jeśli sama czegoś nie zrobię, będzie tylko coraz gorzej, ale wiedzieć, a postępować adekwatnie do tej wiedzy - to już dwa inne bieguny...